Kura domowa siedzi w domu czy w głowie?

Wychowałam się na wsi. Na co dzień miałam styczność ze zwierzętami. Niektórym nadawaliśmy imiona. Był pies Misiek, kotka Piratka, kaczka Dżina, nawet prosiaczek Kasia…ale żadna kura nie miała imienia. Kura to kura, daje jajka i gromadki kurcząt, którymi się później opiekuje. A jak nie jest jeszcze zbyt żylasta można z niej zrobić obiad. Kura nie potrafi latać, chociaż w popłochu gotowa jest przefrunąć ogrodzenie. Całymi dniami łazi po wybiegu, ma słaby wzrok i widzi tylko to co leży pod jej nogami.

Używając sformułowania kura domowa mam na myśli kobietę, która skupia się głównie na uszczęśliwianiu innych. Sama nie wierzy w swoją wyjątkowość, ani siłę własnego potencjału dlatego poświęca życie dla rodziny. Ale z natury, żadna kobieta nie jest kurą więc po latach zaczyna czuć frustrację i robi się zrzędząca, agresywna lub osowiała.

 

Niektóre oznaki bycia kura domową:

Brak osobistego rozwoju w życiu, odkładanie na potem realizacji marzeń, płynięcie z prądem, ciągłe robienie tego samego, brak chęci w wyrażaniu własnego zdania, poświęcanie większości życia na rzeczy, których się nie lubi lub nie chce. Zafascynowanie cudzym życiem bardziej niż własnym.

 

Pięć wyborów,

którymi pokazujesz czy chcesz stać się zrzędzącą kurą domową:

 

1. Robienie sobie przeróżnych wyrzutów i martwienie się, że nie jestem wystarczająco dobra.

Zazwyczaj zaczyna się od dziwacznie pojmowanej skromności. U nas w Polsce mamy problem z przyjmowaniem komplementów i pochwał. Powiesz koleżance, że świetnie wygląda, a ona zamiast podziękować wyjaśni, że ma grube uda, a sukienka którą włożyła jest sprzed kilku lat.

Następnym krokiem jest wyolbrzymianie wad, lub tak zwane szukanie dziury w całym. Ogólnie jestem dobrą mamą, ale czasami krzyknę na dzieci…może tak naprawdę jestem złą matką? Ugotowałam obiad, ale surówka była z marketu, jestem raczej kiepską kucharką.

Kiedy robienie sobie wyrzutów staje się stylem bycia, następuje kolejna faza: robienie wyrzutów innym. I nie chodzi tu o zwykłe przedstawienie swojego punktu widzenia. Wkrótce padają słowa typu: Ty nigdy…Ja muszę zawsze…To jest źle…Tamto źle…

Na tym etapie atmosfera jest już bardzo napięta. Kobieta wybucha na każdym kroku, raniąc innych, albo chowa się w sobie, co często obfituje w przeróżne choroby psychosomatyczne.

A gdyby tak pójść za słowami Dale Carnegie i : Zamiast się martwić zacząć żyć 🙂

 

2. Zbytnie przejmowanie się opinią innych i porównywanie.

Co często robi starsza pokoleniowo matka, kiedy słyszy żalącą się młodą mamę, która czuje, że sobie nie radzi?

Zależy kim jest:

– Perfekcyjna pani domu, powie coś w stylu: „to kwestia zorganizowania”. Dobra organizacja załatwi wszystkie twoje problemy. Poukładaj wszystko na swoje miejsce, zaprzyjaźnij się z mopem i ściereczką z mikrofibry, a twój dom będzie idealny. Dom to wizytówka jego właścicieli. Jak zrobisz porządek, wszystko inne też się poukłada.

– Matka kilkorga dzieci:

Ja miałam 4 dzieci i dałam radę, do tego nie było pampersów, wszystkie pieluchy prałam i prasowałam. I z trzeciego piętra z całą gromadką schodziłam na dwór. Sama tak nauczyłam dzieci, że uwielbiały sprzątać i jadły wszystko co ugotowałam. Zaznaczę jeszcze, że nie miałam własnego samochodu itp. itd.

Pamięć lubi płatać figle. Po latach pamięta się raczej te dobre chwile. Zapominają wtedy wspomnieć, że mieszkała z nimi babcia, która często gotowała, albo że wszyscy nagminnie zostawiali dzieci pod opieką starszego rodzeństwa.

Z szarą codziennością trzeba było sobie jakoś poradzić więc najlepiej zepchnąć te wspomnienia do podświadomości i dawać innym dobre rady. Często dzieje się tak, gdy ktoś ma już odchowane usamodzielnione dzieci, ale nie ma jeszcze wnuków, albo ma tylko że mieszkają daleko. Są też oczywiście kochane Mamy i Teściowe, które bez zbędnych słów pomogą, zrobią co trzeba, żeby tylko wszystko było „tak jak należy”. Niestety ich działania na dłuższą metę, nie zawsze działają zbawiennie.

Przez lata naprawdę można nauczyć się porządków, cierpliwości, gotowania i wielu innych rzeczy, których brakuje młodym mamom, ale niech mi nikt nie mówi, że to przyszło samo i w jednym momencie. Bo najczęściej jest dopracowywane jeszcze na emeryturze.

Podobne teksty można usłyszeć chociażby od znajomych z pracy. Wyczytać na FB, kiedy ktoś chwali się wyreżyserowanym fragmentem z własnego życia.

Porównywanie się z innymi to jedna z największych pułapek. Niestety prawie każdy miał z tym do czynienia. Albo sztucznie podnoszę poczucie własnej wartości szukając tych, którzy mają gorzej. Albo po prostu dołuję się porównując swoją sytuację z sukcesami innych. W obu przypadkach stoję w miejscu, nie rozwijam się.

Jedyne porównywanie jakie ma sens i daje dobre owoce, to porównywanie się z sobą samą. Kiedyś nie umiałam dziecku zmienić pampersa, dziś zajmuję się dwójką dzieci, sprzątam i próbuje gotować jednocześnie.

To co kiedyś było trudne, dziś stało się normą, więc jak poradziłam sobie wtedy tak samo poradzę dziś.

 

Nie ganiaj za ludźmi. Bądź sobą, rób swoje i pracuj ciężko. Odpowiedni ludzie – ci, którzy naprawdę pasują do twojego życia, pojawią się i zostaną. Will Smith

 

3. Robienie za dużo, delegowanie zbyt mało.

Myślę że wśród kobiet można by ogłosić taki konkurs: matka Polka w dal skacząca. Matki przyzwyczajają się do tego by brać na siebie za dużo. Powodów jest wiele, ale główne to brak czasu na refleksje i sił na wprowadzenie zmian. Zazwyczaj, dla świętego spokoju, nauczyły się robić większość rzeczy same.

Często proszą o pomoc dopiero wtedy, kiedy same po prostu nie dają już rady. Delegowanie zadań w rodzinie wcale nie należy do najprzyjemniejszych. Najpierw trzeba pokazać jak coś ma być zrobione, później pilnować by zostało wykonane i jedna z trudniejszych rzeczy zaakceptować, że nie będzie tak szybko i dobrze jakbyśmy tego chciały.

Narażamy się przy tym na poświecenie dodatkowego czasu i na bunt ze strony przyszłych wykonawców. Mimo wszystko warto, to uczy rodzinę współpracy, dzieci samodzielności i odpowiedzialności, a mamie daje trochę przestrzeni na jej własny rozwój.

Wiele spraw można też zlecić specjalistom, ktoś będzie miał pracę, a ty czas na to co ważne. Kiedyś mi się wydawało, że to takie nieudolne. Wynajmować kogoś np. do sprzątania. Kto tak robi? Chyba tylko bogate damulki, które nic nie potrafią. W polskiej mentalności nawet starszej kobiecie na emeryturze trudno jest zlecić chociażby umycie okien komuś innemu. I nie zawsze jest to kwestia finansów. Sama potrafię, mam siły, jaka to filozofia, umyć okna. Zresztą kto to zrobi tak dobrze jak ja. (Ostatnia fraza zazwyczaj nie wybrzmiewa głośno) 🙂

A jeśli jesteś w stanie na czymś co lubisz, zarobić tyle by ktoś zrobił za ciebie coś, czego nie lubisz robić w domu? Czy w takiej sytuacji naprawdę warto marnować swój czas np. na mycie okien? Prawie żaden mężczyzna nie miałby z tym problemu, kobietom takie myślenie przychodzi trudniej.

 

Wszystko jest możliwe dla tego, kto nie musi tego zrobić sam.

 

 

4. Narzekanie

Kiedy dzieci były naprawdę małe (jedno pół roku, drugie dwa i pół) narzekanie było dla mnie sposobem odreagowania. Często rozmawiałyśmy sobie z koleżanką przez telefon i narzekałyśmy na swój matczyny los, naszą ulubioną piosnką:

Pierwsza zwrotka:

A że ciągle musimy sprzątać, a że cały czas coś leży na podłodze, a że w ciągu dnia cztery koszulki poplamione, w ciągu nocy dwie pościele posikane, tysiąc naczyń pobrudzonych.

Refren:

Jaka ja zmęczona, jaka ja zmęczona, szkoda że nic się nie da zrobić.

Druga zwrotka:

A że dziecko mało śpi, a że dziecko nie chce jeść, a że dziecko katar ma.

Refren:

Jaka ja zmęczona, jaka ja zmęczona, szkoda że nic się nie da zrobić.

I tak dalej i tak dalej…

 

Narzekanie jest jak branie środków przeciwbólowych. Jeśli raz na jakiś czas złapie cię silny ból głowy i jedynym wyjściem jakie znasz jest tabletka, ok. Ale jeśli często boli cię głowa, a ty nie zmienisz stylu życia, tylko będziesz łykać proszki, to za jakiś czas do bólu głowy dołączy się szereg innych dolegliwości.

Można sobie czasami ponarzekać, ale po to by poczuć się lepiej i mieć siły do dalszego działania. Ewentualnie do przetrwania tego na co nie mamy wpływu, ale tych ostatnich rzeczy jest naprawdę mało. Kiedy nie mamy wpływu na jedną rzecz możemy powoli zmieniać inną, która jest powiązana z pierwszą, bo przecież i tak każda zmiana zaczyna się w nas:) Rozwijaj to co masz, by osiągnąć to czego pragniesz!

 

Najwyższą wolnością człowieka jest wybór własnej postawy w każdych okolicznościach. Victor Frankl

 

5. Zapominanie o byciu dobrą dla siebie.

Kiedy na świat przychodzą dzieci człowiek tak mocno doświadcza tego, że jest potrzebny. Dla dziecka rodzice są wstanie zrobić wszystko. Szczególnie dotyczy to młodych mam. Miłość rodzicielska jest wspaniała. Problem pojawia się wtedy kiedy zupełnie zapominamy o sobie. Praca staje się miejscem jedynego odpoczynku, a czas na relaks w domu to usypianie z dzieckiem albo wieczorne gotowanie zupy na następny dzień.

Długo nie da się tak wytrzymać. Wcześniej czy później coś zacznie szwankować. Albo rodzice zaczną się kłócić i przy okazji ucierpią dzieci, bo nawet te najmniejsze mają zdolność wyczuwania emocji. Albo wyczerpanie i frustracja zaatakują nasz organizm.

Trzeba być dla siebie dobrym. Kochaj bliźniego, JAK siebie samego. Naucz się odpoczywać. W książce Tracy Hogg Język niemowląt bardzo podobał mi się Łatwy plan dnia, który autorka proponowała młodym rodzicom. Jedna z zasad brzmiała tak: Naucz się odpoczywać, a nie pracować, kiedy twoje dziecko śpi.

Na pierwszy rzut oka, taka zasada brzmi jak mrzonka. Jak przy małym dziecku można myśleć o sobie. Jest tyle prania, sprzątania, jeszcze gotowanie…Ale bez umiejętności prawdziwego odpoczynku nie da się szczęśliwie żyć. Sprzątanie i gotowanie zawsze będą czekały, utracony czas nigdy nie wróci. Kiedy nauczysz się odpoczywać, będziesz miała więcej energii, żeby zrobić to co zrobić trzeba:)

Jeśli to możliwe wyjdź z domu, np. na wieczorny kurs tańca dla kobiet. Idź do biblioteki jeśli w domu jest za głośno by czytać. Zapisz się na jakiś kurs rękodzieła. Idź do kosmetyczki, Albo po prostu zamknij się w pokoju, poproś by ci nie przeszkadzano i zainwestuj w siebie. Ważne byś miała taki czas regularnie i była w tym wytrwała. Stwórz sobie plan i świadomie zadbaj o swoje ciało, duszę i ducha.

Osobisty rozwój to przekonanie, że jesteś wart wysiłku, czasu i energii, których on wymaga.

Denis Waitley

 

 

Kura domowa nie jest ograniczona ścianami domu, ale swoim własnym sposobem myślenia i działania.

 

Nie chodzi przecież o to, że ktoś zajmuje się domem i dziećmi, to raczej powód do dumy niż niepokoju. Ale życie to coś więcej. Sztuka polega na tym by pamiętać, że oprócz bycia mamą, żoną i urządzeniem wielofunkcyjnym w swoim domu 🙂 jesteś przede wszystkim człowiekiem. To jak się rozwiniesz może być najpiękniejszym darem dla ciebie i dla innych. Wszystko jest kwestą wyboru i działania.

(Świetną, usystematyzowaną wiedzę na ten temat znajdziesz na  blogu Andrzeja)

 

 

 

Pozostaw komentarz